Nawigacja
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Lipiec-Grudzień 2010· Here We Go Magic - P...
· GRINDERMAN - GRINDER...
· Relacje
· Wydarzenia
Najciekawsze tematy
| · Luty 2009 | [47] |
| · Marzec 2009 | [41] |
| · Styczeń 2009 | [38] |
| · Grudzień 2008 | [34] |
| · Relacje | [30] |
SpamPoison
Logowanie
Ankieta
Brak przeprowadzanych ankiet.
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.
Brak wiadomości. Może czas dodać własną?
Słoneczny panel
Dziś jest:
Wschód słońca: 0:04
Zachód słońca: 13:15
Dzień trwa: 7 Godzin 10 minut
I jest krótszy od najdłuższego dnia o: 23:15
Zobacz temat
Katapulta.pl - Portal Muzyczno - Literacki :: Wydarzenia :: Koncerty, Festiwale, Spektakle
Strona 1 z 2: 12
|
|
Relacje
|
|
| waski_carl |
Dodany dnia 24 czerwiec 2009 14:33:35
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Jest dział koncerty, więc i na relacje z tychże powinno znaleźć się miejsce. W przeciągu ostatniego tygodnia zjechałem ok. 3000 km spędzając w autobusie 54 godziny. No ale dla tak wspaniałych występów jakie widziałem - warto, i to bardzo. 16.06 - Faith No More, Berlin Od 10 lat marzylem o tym, żeby zobaczyć ich na żywo. Wcześniej byłem za bardzo szczylowaty, żeby o tym myslec. No ale czekałem i marzyłem, marzyłem i czekałem. W końcu się doczekałem, a to co zobaczyłem przerosło moje najsmielsze oczekiwania. Początkowo obawiałem się, że będize to brzmiało jak koncerty z tras po Album of the Year, gdzie Pattonowi najwyraźniej nie chcialo się spiewać i robił wszystko żeby obrzydzić do siebie publiczność. Jak się okazało przeszło mu skutecznie, a ponadto włączył do występów wszystko to, czego nauczył się na przestrzeni 11 lat w tych wszystkich Fantomasach, bunglach, Rahzelach, Lovage'ach czy Peeping Tomach. Setlista nie była tajemnicą, bo kilka dni wcześniej w sieci można było obejrzec występ z Download Festival. Zaczęło się od Reunited (cover Peaches and Herbs) - kawałek pochodzący ze złotej ery disco, niewiele odbiegający od Easy Commodores. Przyjemnie i błogo. I panowie nie kryli tym samym zadowolenia z reaktywacji. Na początek spokoje, ale później nie szczędzili publiczności: The Real Thing, From Out of Nowhere i Land of Sunshine. Szał pał i w ogóle wypas. Co innego, że publiczności w berlińskim amfiteatrze Wuhlheide nie było szczegolnie dużo. Zresztą - Niemcy ponoć nie są szczególnie ruchawi. Co innego zobaczyłem - śpiewali, skakali, klaskali... jednym słowem dobra zabawa, bez zbędnego tłoku i z rewelacyjnym nagłośnieniem. Selektywnie i wyraźnie. Zero sprzęgnięć (może poza wygibami Pattona z majkiem przy odsłuchach). Przede wszystkim kultura i wspólne przeżywanie muzyki. Pozostała część setlisty to typowy przekrój przez twórczość, nawet rzeczy z pierwszych dwóch płyt pojawiły się więcej niż dwa razy. Co ciekawe, ale i do przewidzenia, Patton musiał wklecić w jeden z numerów swoją wersję któregoś z wojujących ostatnio na listach przebojow hiciora. Tak tez przez Chinese Arithmetic pojawiło się Poker Face Lady GaGa. Ciary po plecach z kolei przeszły podczas midlife Crisis, kiedy w momencie pauzy w kawalku 8 tysięcy gardel odśpiewało wspólnie refren. Piękne zamknięcie stanowiła natomiast Pristina, chyba nigdy wcześniej nie wykonywana live. Warto było spędzieć tyle czasu w autokarze tylko po to żeby przez ponad 100 minut przeżywac ten koncert. Juz postanowiłem, że w sierpniu jadę po powtórkę do Pragi. Setlista: Reunited (Peaches & Herb cover) The Real Thing From Out of Nowhere Land of Sunshine Caffeine Evidence Chinese Arithmetic Surprise! You're Dead! Easy (Commodores cover) Cuckoo for Caca Ashes to Ashes Midlife Crisis Introduce Yourself The Gentle Art of Making Enemies I Started a Joke (Bee Gees cover) King for a Day Be Aggressive Epic Mark Bowen Encore: Chariots Of Fire/Stripsearch We Care a Lot Encore 2: Pristina 23.06 - Nine Inch Nails, Poznań Dlugo przyszło nam czekać na wizytę Trenta Reznora i spółki w Polsce. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że była to pierwsza i ostatnia wizyta Nine Inch Nails w naszym kraju. Trasa zahaczająca o Poznań - Wave Goodbye 1989 - 2009 zamyka działalność gwoździ. Lepiej późno niz wcale. Pożegnanie jednakże odbyło się w wielkim stylu. Bez multimediów, ton elektorniki, jedynie gitary, perkusja, bas, klawisze i sample. A co więcej - w aranżacjach, których ze świecą szukać na płytach. Także i w tym wypadku zespół poleciał przekrojowo przez swoją tworczość. Wprawdzie zabrakło kilku kawałków, ale przecież to nie koncert życzeń, a występ skonstruowany w oparciu o pewne założenia - podziękowania i pożegnania z fanami. Ponadto zaskoczył też kilkoma wstawkami - chociażby Reptile, I'm Afraid of Americans czy March of the Pigs z żywymi instrumentami. No i na koniec - piękne, poruszające i jakże wymowne, wieńczące koncert Hurt odśpiewane na kilka tysięcy głosów, jednak bez wrzasku a na stonowanym poziomie. Trent nieprzypadkowo pochwalił i pogratulował polskiej publiczności przyznając jej tytuł najlepszej na trasie. Upomniał się zresztą "what the fuck to us so long to come here?". Zabrakło mi wprawdzie rozpierduchy rodem z Wish z DEP, ale nie można mieć wszystkiego. Zadowoliłem się zrzuceniem samplera ze sceny ;D Setlista: Home Terrible Lie Discipline March of the Pigs Metal (Gary Numan cover) Reptile The Becoming I'm Afraid Of Americans (David Bowie cover) Burn Gave Up La Mer The Fragile Banged And Blown Through (Saul Williams cover) Non-Entity Gone, Still The Way Out Is Through Mr. Self Destruct Wish Survivalism The Hand That Feeds Head Like A Hole Echoplex The Good Soldier The Day The World Went Away Hurt |
|
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 25 czerwiec 2009 06:46:21
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Oj, zazdroszczę wrażeń. W obydwu przypadkach musiało to być niesamowite przeżycie. Ach, gdzie były te zespoły kiedy człowiek był młody, miał dużo czasu i pieniędzy, i jeszcze chciało mu się wychodzić z domu . |
| Jarek |
Dodany dnia 30 czerwiec 2009 10:15:55
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
waski_carl dzięki wielkie za relacje no i niezły pomysł z tym działem. Mam nadzieję, że Jackowi uda się skrobnąć parę zdań na temat jutrzejszej Sepultury, zaś my z Wojtkiem zapewne opowiemy o Cyniku Na stronie Knockout Festivalu pojawiło się już potwierdzenie przeniesienia koncertów do Hali Wisły ale takie pierdoły nie są w stanie mnie zniechęcić, liczę tylko, że to ostatnie niespodzianki dotyczące tego festiwalu. |
| waski_carl |
Dodany dnia 30 czerwiec 2009 22:04:34
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
ja jeszcze nie wiem co z moim Cyniciem, kasa trochę się skurczyła a na dodatek bardziej mniej ciągnie na DEP i Meszę |
|
|
|
| Jacek |
Dodany dnia 03 lipiec 2009 22:11:11
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Sepultura pozamiatała. Świetny koncert. Okazuje się , ze można zrobic dobry koncert w Loch Ness. Sepa przyjechała ze swoimi akustykami. Jak dla mnie było troszkę za głośno, ale bardzo selektywnie. Materiał z ostatniej płyty świetnie gada na koncertach. Jestem pod ogromnym wrażeniem nowego pałkera. Gość gra bardzo technicznie a przy tym strasznie napierda.... Trochę taki perkusyjny Zakk Wylde hehe. Naokoło gościa sypały się wióry z pałek i pot i krew i łzy. Murzyn daje radę. Andreas obecnie jest chyba jednym z ciekawszych wioślarzy metalowych. Super pomysły na granie. Basman wygląda jak stary dziad. Pasuje mi trochę do NomeansNo hehe. A po pracy do wielkiego cara z super zoną i krawatem. Bardzo hard coreowy set. Dużo Panka i napierda... Chciałem ustać i popatrzeć ale jak mi zagrali chaosa to zacząłem wymachiwać głową. Butów nie było, krew tez się nie polała. Sisior się wyrzygał. Zdecydowanie lepiej niż w Katowicach, gdzie było bardzo fajnie. We Wtorek calexico, a więc cygaro i tequila. mam do sprzedania jeden bilet, ponieważ mój brat niestety nie może iść. Sprzedam taniej niż w internecie. Jak coś to dzwonić na 504055091 albo gadać na forum. |
| Jacek |
Dodany dnia 09 lipiec 2009 17:35:19
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Calexico w Szczecinie. Cóż... Nie wiem co napisać... Może tak : warto było spędzić 25 godzin w pociągu (tyle jechaliśmy łącznie. Powódź, babka wypadła z pociągu itp itd:/) dla tych dwóch godzin koncertu. Rewelacja. Jeden z lepszych koncertów na których byłem. |
| Jacek |
Dodany dnia 09 lipiec 2009 20:53:20
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
http://www.youtube.com/watch?v=UaDh8zZY384 tu parę fotek, które w połączeniu z muzyką w tle oddają klimat tego co tam się wydarzyło. Mam nadzieje , że kiedyś jeszcze ich zobaczę. Za tydzień NomeansNo Będzie ogień |
| Jacek |
Dodany dnia 13 lipiec 2009 17:05:09
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Drugi dzień knockout. DEP powinni wystepować w programie extreme sports. Kolesie chyba coś ćwiczą, albo wciągają. Zawodowy show, ale byłoby fajniej gdyby można było coś usłyszeć. Mesza zmiotła. Przyznam, nie jestem jakimś maniakiem tego zespołu. Jak na warunki Hali wisły zabrzmieli ok. Z trzech bandów które widziałem w całości a więc Cynic, Dep i mesza, zdecydowania jak dla mnie mesza wypunktowała konkurencję. Krótka acz konkretnie. No i Thorgal na gitarze. Szkoda, ze zespołom przyszło zmagać się z halą wisły. Większość poległa. Miałem bilet za free więc mnie to wali, ale gdybym miał kupić bilet i zobaczyć takie coś mocno bym się wku... Wstyd i hańba! |
| waski_carl |
Dodany dnia 13 lipiec 2009 20:07:51
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
no ja się wkur... - na DEPach moshowałem ostro i za Chiny nie jestem w stanie powiedzieć jakie wałki grali - na pewno było Panasonic Youth, Under the Running, Mouth of Ghost i Come to Daddy (Greg do mnie śpiewął non stop ) plus numer z calculating, którego tytułu teraz nie pomnęPo tym koncercie bardzo się obawiałem, że nie będzie się dało nic zrozumieć z wystepu Meszy. Na całe szczęście coś tam pokręcili i dało się coś więcej usłyszec niż ściana dźwięku. Z drugiej strony mam nadzieję, że to moje 120 zł za bilet na drugi dzień przyczyni się do drugiej edycji w lepszym miejscu, z lepszym sprzętem i równie mocnym line-upem. Może jakas Gojira i Ephel Duath ? ;] Poza tym narobiłem w ciul znajomości nowych, zakupiłem płytkę kolejnej słusznej ekipy ze Szwecji i teraz w zaciszu domowym podsłuchuję: http://www.youtube.com/user/tjalnum - może coś się uda usłyszeć ;] |
|
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 14 lipiec 2009 13:08:03
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Jeszcze nie całkiem doszedłem do siebie ale już mogę coś napisać. A więc cały festiwal dla mnie sprowadził się tylko i wyłącznie do występu Cynica. Po pierwsze dlatego że tak chciałem, po drugie i tak bilet miałem tylko na pierwszy dzień, po trzecie - nadrabianie zaległości towarzyskich spowodowało że ominął mnie Voivod i Blindead, a tylko tyle w zasadzie mnie z sobotniego zestawu interesowało. Cynic... Cóż tu rzec. Ogromnie ważna to dla mnie załoga, na której koncert czekałem bardzo długo. Parę lat temu zobaczenie ich na żywo i posłuchanie premierowego materiału leżało jedynie w sferze marzeń. Okazuje się, że takie muzyczne marzenia czasem się spełniają. W zeszłym roku grali w Progresji - wtedy przeszkodziło mi zapalenie oka. Myślałem potem że je sobie wydłubię. Jeżeli chodzi o ich wykon na KnockOucie to nie potrafię nic sensownego napisać. Nie mogę być obiektywny, bo NIC! ale to NIC! nie było w stanie zatruć cudownych doznań jakich zaznałem podczas oglądania i słuchania Masvidala i spółki. NIC! Ani Hala Wisły i nagłośnienie dalekie od ideału. Ani młyn metalistyczny po mojej prawicy. Ani to że było jasno. Tak jak przed chwilą napisał mi Dżolo: wyciągnąłem dla siebie z tego koncertu więcej niż się spodziewałem. Wrażenia przebiły nawet te jakie towarzyszyły mi podczas mojego pierwszego gigu King Crimson. No i jeszcze fakt że udało się nam przydybać Masvidala i Reinerta, to było po prostu ukoronowanie wieczoru. Podpisali mi "Focusa", nie do wiary. Poczułem się znowu jak nastolatek .
Edytowane przez d_wojtek dnia 14 lipiec 2009 13:09:12 |
| Jarek |
Dodany dnia 15 lipiec 2009 12:49:21
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
U mnie podobnie jak i u Wojtka - głównym koncertem był Cynic, na który od początku się ustawiałem i reszta zespołów była jedynie miłym dodatkiem wliczonym do ceny biletu na koncert Cynic ![]() Przyznam, że początek był nieco przerażający. Gdy wleźliśmy na salę podczas koncertu jednego z zespołów grających wcześniej i usłyszeliśmy jakość nagłośnienia to siedliśmy i zapłakaliśmy Efekt mniej więcej taki jakby wejść do metalowej szafki i poprosić kogoś by zaczął w nią napieprzać kluczem francuskim. Ja wiem, że to festiwal metalowy, że ma być głośno ale... Zasiedliśmy na piwku (w tym jakieś 2/3 tego forum, z wąskim byłby komplet ) i w miłej, rodzinnej niemal atmosferze dotrwaliśmy do Cynica.Mnie osobiście koncert pozamiatał. Zaczęli standardowo, niemal jak na płycie, więc na pierwszy ogień poleciało "The Space For This". Jeszcze nie zdążyłem tego przetrawić, a już słyszę pierwsze dźwięki "Veil of Maya". Ogień po prostu.. Po lewej stronie sceny tam gdzie stałem zebrała się grupka wiernych fanów. Każdy na swój sposób przeżywał muzykę. Jeden udawał że gra na gitarze, inny machał rękami niczym na koncercie Rodowicz, z tyłu zaś słyszałem Wojtka, który co chwilę powtarzał "Niesamowite" . Płynęliśmy kołysani muzyką i nic nam nie było w stanie przeszkodzić - nagłośnienie, które i tak było lepsze niż na początku, czy też zwłoki wypadające tu i ówdzie z pobliskiego młyńca. Niestety koncert trwał krótko, wszystkie zespoły trzymały się dość dokładnie rozkładu dnia, więc po kilku kawałkach zeszli ze sceny by ustąpić miejsca innym. Mimo wszystko wychodziliśmy z hali zadowoleni i spełnieni. Po Cynicu grały jeszcze Anathema, którą zapamiętałem jedynie ze spotkania z Reinertem przy wejściu na halę i Apocalyptica, czyli nieśmiertelny inżynier Mamoń w wersji na wiolonczele ("lubię tylko te piosenki, które już znam" bo w tym w zasadzie upatruję ich popularność .Reasumując były to dobrze wydane pieniądze, jeden z tańszych koncertów, biorąc pod uwagę ofertę i pomimo Hali Wisły i nagłośnienia dobry start organizatora. Miejmy nadzieję, że ta impreza będzie miała ciąg dalszy. |
| Jacek |
Dodany dnia 20 lipiec 2009 21:12:08
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Nomeansno w Katowicach. Trzeci raz widziałem ten zespół i już nie mogę się doczekać następnego razu. Mimo, iż akustycy utrudniali odbiór muzyki, świetnie się bawiłem. Koncert w stylu the best of. Zespół nie skupiał się na promocji ostatniej płyty. Zagrał całą mnóstwo klasyków. Super. Nomeansno. Warto wspomnieć o polskim supporcie. Zagrał zespół Searching for a calm. Pierwszy raz ich słyszałem. Koncert zagrali naprawdę bardzo dobry. |
| waski_carl |
Dodany dnia 21 lipiec 2009 20:11:36
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Searching na żywca wypada super przebojowo. Gorzej na płycie - wieje nudą. |
|
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 21 lipiec 2009 22:03:09
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Widziałem ich przed Nyią i mnie nie przeszyli. |
| Jarek |
Dodany dnia 14 wrzesień 2009 09:17:19
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
W dniu wczorajszym Prezydent Krakowa zainaugurował otwarcie 7 Festiwalu Sacrum Profanum. W tegorocznej edycji jest okazja do przyjrzenia się współczesnej muzyce brytyjskiej. Pierwszy koncert miał miejsce w niedzielę, w Hali Huty Arcelor-Mittal. Wystąpił zespół The Cinematic Orchestra wraz z towarzyszeniem Orkiestry Simfonietta Cracovia. Muszę przyznać, że byłem całym koncertem dość zauroczony. Elektronika połączona z jazzem i muzyką filmową daje całkiem ciekawe efekty. Z jednej strony kawałek grany na gitarze akustycznej z towarzyszeniem śpiewu niemal jak na ognisku, z drugiej zaś takie solo saksofonu, że Bill Pullman w "Zagubionej Autostradzie" wyszedł doprawdy blado Połączenie zaś grupy całkiem zręcznych muzyków z orkiestrą daje uroczy, wręcz monumentalny efekt. Do świetnej muzyki należy też dodać samą halę, która jest w mojej opinii fantastycznym miejscem na koncerty. Atmosfera jest niezła, akustyka oki, do tego gra świateł, przemysłowe wnętrza, telebimy, napoje ze świecącymi "kostkami lodu" (hameryka panie!); w tym wszystkim jeden error - 5 "toitoi-ów" na krzyż, czyli jak zmusić sporą grupę słuchaczy do spędzenia części koncertu na zewnątrz, w zajebistej kolejce do kibla. Przez cały tydzień będą odbywać się teraz koncerty o godz. 19-tej w Muzeum Inżynierii Miejskiej przy ul. Wawrzyńca oraz o godz. 22-ej na os. Szkolnym w Teatrze Łaźnia Nowa. Ci, którzy nie mogą się wybrać mają okazję wysłuchać koncertów dzięki radiowej "Dwójce" - http://www.sacrum...je-radiowe |
| Jarek |
Dodany dnia 17 wrzesień 2009 11:18:47
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
Z Pamiętnika Sacro-Profana Dzień drugi.Po udanym niedzielnym koncercie rozpoczął się codzienny cykl koncertów organizowanych o godz. 19 w Muzeum Inżynierii Miejskiej przy ul. Wawrzyńca 15 i następnie o godz. 22 w Teatrze "Łaźnia Nowa" na os. Szkolnym 25. W poniedziałek zaprezentowano kompozycje Juliana Andersona w Muzeum, zaś później Jonatana Harveya w Teatrze. Ja miałem okazję uczestniczyć w tym pierwszym wydarzeniu. Dla mnie kontakt z współczesną muzyką poważną to nadal nowość, dlatego też z ciekawością ale i pewnymi obawami podszedłem do tematu. Obawy były słuszne - nieprzygotowany na spotkanie z tematem poległem sromotnie Kompozycje jednego z najmłodszych brytyjskich kompozytorów zaprezentował 18 - osobowy zespół Asko|Schonberg pod dyrekcją Reinberta de Leeuw'a. Zaprezentowano 4 utwory: "Khorovod" - utwór złożony z sekwencji tańców w różnych tempach i metrum, zestawionych kolejno i nakładanych na siebie, co daje w rezultacie wielowarstwowe struktury. "The Comedy Of Change" - utwór napisany na upamiętnienie 150 rocznicy napisania przez Darwina "O powstawaniu gatunków" (polska premiera). "Alhambra Fantasy" - utwór złożony z dwóch części, tematycznie nawiązujący do piękna, historii pałacu Alhambra w hiszpańskiej Granadzie (polska premiera). "Book of Hours" - kompozycja na 20 instrumentów i elektronikę (polska premiera). Powyższe przypisy zaczerpnąłem z "przewodnika" festiwalowego, który stanowi nieocenioną pomoc m.in. dla takich ignorantów jak ja w poruszaniu się po tematyce festiwalowej. Z zaprezentowanych utworów dobrze zapamiętałem właśnie ten ostatni z syntezatorem - bardzo interesujące połączenie klasycznych instrumentów i nowoczesnej techniki. Ciekawe dla mnie było dążenie kompozytora do poszukiwań nowych środków wyrazu (właśnie wspomniany syntezator, czy wcześniej rozdzierana i mięta gazeta). Godne podziwu były także umiejętności muzyków - mistrzowskie opanowanie instrumentów, a przy tym zdolność poruszania się w tak zawiłych zapisach nutowych to naprawdę jest coś co warto zobaczyć. Koncert zostawił mnie w przekonaniu, ze jeszcze gówno wiem o muzyce i sporo mam do nadrobienia, a także jak istotnym jest wcześniejsze dokładne zapoznanie się i zanalizowanie dzieła, by potem cieszyć się pełnią doznań na sali koncertowej. |
| Jarek |
Dodany dnia 17 wrzesień 2009 12:53:17
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
We wtorek na Festiwalu zaprezentowano dzieła Petera Maxwella Davies'a w Muzeum, a później kompozycje Olivera Knussena w "Łaźni Nowej". Ja miałem okazję obejrzeć pierwszy z koncertów. Zaprezentowano następujące utwory nadwornego kompozytora Królowej Elżbiety: "Ave Maris Stella" - wirtuozowski popis muzyków, tytułowa melodia chorałowa tworzy poddany przekształceniom szkielet muzyki (polska premiera) "Dunstable: Veni Sancte-Veni Creator Spiritus" - (polska premiera) "Eight Songs for a Mad King" - utwór ze śpiewem, opisujący szaleństwo Króla Jerzego Utwory wykonywał 7-osobowy zespół Ensemble Recherche, w ostatnim dziele do zespołu dołączył baryton - Martin Lindsay. Pierwsze dwie kompozycje okazały się dla mnie niezwykle skomplikowane, nie na darmo wykonujący utwory zespół określany jest mianem jednego z najwybitniejszych. Ale w pamięć zapadł mi po tym wieczorze niesamowity występ Martina Lindsay'a, który wcielił się w rolę szalonego Króla Jerzego. Wbiegł na scenę w koszuli nocnej i od tego momentu nie przestał zadziwiać zarówno możliwościami wokalnymi jak i swoim zachowaniem. Niesamowite zmiany barwy głosu, przejścia od basu do falsetu, krzyk, a po chwili szept, całe to spektrum zachowań możliwych tylko człowiekowi dotkniętemu umysłową chorobą zostało oddane w sposób perfekcyjny. Do tego artysta biegał po scenie, a w momencie kulminacyjnym wyrwał skrzypaczce instrument z rąk i dwoma gwałtownymi ruchami wkomponował go w podłogę A wszystko to przy sugestywnym akompaniamencie zespołu, który grał absolutnie niewzruszony tym, co działo się wokół Niezwykłe, szalenie ciekawe widowisko. |
| Jarek |
Dodany dnia 17 wrzesień 2009 14:10:38
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
Środa 16 Września to czwarty dzień moich zmagań z Festiwalem Sacrum Profanum. Na ten dzień zaplanowano prezentację kompozycji Harrisona Birtwistle'a w Muzeum Inżynierii, zaś później w "Łaźni Nowej" utwory George'a Benjamina. Ja tradycyjnie wybrałem wariant pierwszy Zaprezentowano następujące utwory: "Cortege" - muzycy ustawieni w półokręgu, w centrum miejsce dla solisty, którym są poszczególni muzycy zespołu (polska premiera) "Cantus Iambeus" - toccata wykonywana przez 13 muzyków, faktury są rozwarstwione, warstwy przesuwają się w rejestrach i... takie tam gadżety (polska premiera) "Ut Heremitia Solus" - czterogłosowy motet instrumentalny "Carmen Arcadiae Mechanicae Perpetuum"- utwór składa się z sześciu muzycznych "mechanizmów" złożonych ze sobą wiele razy "Virelai"- utwór napisany specjalnie dla London Simfonietty (polska premiera) "Secret Theatre" - swoisty muzyczny rytuał, do którego zostaje dopuszczona publiczność Pierwszy raz po tych kilku dniach Festiwalu dała się we znaki ułomność miejsca, w jakim organizowane są koncerty. Duchota panująca na zewnątrz odbiła się na atmosferze wewnątrz sali, co szczególnie widoczne było po muzykach, którzy dodatkowo oświetleni silnymi lampami wprost spływali strużkami potu. Niezbyt miło ogląda się koncert jeśli najmocniejszym pragnieniem jest wydostać się na chwilę na zewnątrz w celu przewietrzenia się. A na tych, którym się to udało czekały na zewnątrz dwa śmierdzące "toitoi-e". W pamięć zapadły mi szczególnie utwory oparte na dawnych tańcach dworskich, a więc powrót do klasyki, czy też pierwszy utwór "Cortege", w którym muzycy ustawieni w półokręgu po kolei wychodzili na środek stając się solistami. Swoją linię melodyczną przekazywali kolejnym muzykom, którzy kontynuowali popisy solowe przy akompaniamencie pozostałych muzyków. Takie zabiegi, związane z poruszaniem się muzyków po scenie podczas gry są dość interesujące w odbiorze, choć zapewne wspomniani muzycy mieliby tu coś innego do powiedzenia Czyni to z utworu widowisko, wzbogaca wielowymiarowość dzieła i pozwala odbierać je nie tylko w warstwie muzycznej ale i wizualnej. |
| Jarek |
Dodany dnia 18 wrzesień 2009 10:31:47
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
Czwartek 17 Września to była ostatnia okazja by obejrzeć koncerty w hali Muzeum Inżynierii i w Teatrze "Łaźnia Nowa". W Muzeum Inżynierii zaprezentowano utwory Briana Ferneyhough'a: "Funerailles I i II" - uroczystości pogrzebowe przeniesione w mityczny, wyimaginowany wymiar. "Cassandara's Dream Song" - utwór na flet solo "Chronos Aion" - dwa wymiary czasu: upływający i odnoszący się do materiału. Zaś w "Łaźni Nowej" zaprezentowano Kompozycję Marka Anthonego Turnage'a pt. "Blood on the Floor". Miałem okazję obejrzeć obydwa koncerty i muszę przyznać, że moje odczucia na ich temat są diametralnie różne. To niemal jak ogień i woda, dwa przeciwstawne bieguny muzyki współczesnej. Aby pełniej przedstawić tą różnicę musiałem posiłkować się moim niezastąpionym przewodnikiem festiwalowym. Muzyka Ferneyhough'a opiera się na zderzeniu całkowicie do siebie nie przystających partii instrumentalnych, pochodzących z różnych inspiracji. "Muzycy nie pracują razem nad całokształtem dźwiękowym utworu. Raczej wykonują jednocześnie własne niezależne partie." Zabieg ten został określony mianem "nowej złożoności". Kompozytor celowo dąży do umieszczenia w partyturze "jak największej liczby szczegółów na jak najmniejszej powierzchni". Istotny jest jeszcze jeden fragment dotyczący gry zaprezentowanej w utworze "Cassandra's dream song": "Utwory na flet solo (...) zapisywane są na trzech systemach. Oddzielnie notowane są figury obu rąk, sposób zadęcia, układ warg i artykulacja. Do tego dodać należy niewykonalne podziały metryczne, irracjonalne oznaczenia taktów, i artykulację, która przeczy często fizycznym i motorycznym możliwościom instrumentu." I faktycznie dla mnie jest to swoisty "Mont Everest zapisu nutowego" Muzycy smyczkowi grają włosiem, drzewcem smyczka lub często palcami, szarpią, pukają, piłują. Solo na flet to także puknięcia, szarpnięcia, zadęcia i wzdęcia No cóż, ujmę to w taki sposób: życie jest zbyt krótkie, a różnorodność muzyki tak wielka, że niektórymi projektami nie ma sobie co głowy zawracać. Szczególnie jeśli ma się wybór i zamiast pukania, skrzypienia i zadęcia można np. posłuchać czegoś tak pięknego jak "Blood on the Floor". Dzieło Turnage'a to zupełnie inne spojrzenie na muzykę współczesną. Nie ma tu tak radykalnych poszukiwań muzycznych, jest natomiast powrót do klasycznych rozwiązań. Inspiracja jazzem i połączenie go z muzyką klasyczną daje w przypadku tego kompozytora fantastyczne efekty. Zaprezentowana wczoraj 9-częściowa suita "Blood on the Floor", zainspirowana obrazem Bacona, a także osobistymi przeżyciami kompozytora jest sztandarowym przykładem tegoż spojrzenia. Utwór wykonywany jest przez małą orkiestrę z towarzyszeniem czterech muzyków jazzowych. kompozycje są z jednej strony szybkie, gwałtowne, z drugiej spokojne, stonowane. Istotna jest rola instrumentów perkusyjnych i dętych, które dominują w składzie. Spośród przesłuchanych przez ten tydzień dzieł właśnie kompozycje Turnage'a najbardziej mi się spodobały i ten kierunek zamierzam eksplorować. Dla mnie niestety festiwal się już kończy. Jacku, ciekaw jestem twojej opinii z czwartkowego koncertu, a także z sobotniego Aphex Twina. Cytaty zaczerpnięte z oficjalnego wydawnictwa przygotowanego na okoliczność 7 Festiwalu Sacrum Profanum, pod redakcją F. Berkowicza i K. Kwiatkowskiego, Wydawca: Krakowskie Biuro Festiwalowe Edytowane przez Jarek dnia 18 wrzesień 2009 10:37:39 |
| waski_carl |
Dodany dnia 20 wrzesień 2009 19:39:55
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Aphex Twin - jedna z gwiazd tegorocznego Sacrum Profanum - pojawił się w hali ocynowni Huty i... zostawił po sobie sporo smrodu. Przynajmniej po piątkowym występie. Ale od początku. Na koncert wybierałem się pełen obaw, a to ze względu na plotę która poszła w miasto, że występy Ryszarda w Krakowie będą znacznie różnily się od siebie. Najgorsze jednak było to, że nikt nie wiedział dokładnie w którym punktach. Tak oto trafiłem do Kombinatu w piątek, bo ponoć "miało być lepiej". Nie wiem czy było i chyba nie chcę wiedzieć. A dlaczego? Występ bardzo mnie rozczarował. Porównałbym to do przeciągłego cichacza fotelowego, ktorego swąd potrafi długo zalegac w przestrzeni pomieszczenia. Jedynie od czasu do czasu uda się zaczerpnąć haust świeżego powietrza. Spodziewałem się trzęsienia ziemi na początku i nieustannego wzorstu napięcia aż do samego konca koncertu. A tymczasem to, co płynęło z głośników samo wzywało do usadzenia szacownych 4 liter na podłodze. Nie wspomnę już o elementach, którymi spokojnie można było zniszczyć słuch (choć obecności tychże byłem świadom). Wiem że Aphex to mistrz kontrowersji, a jego koncert nie może wygladac inaczej jak typowy dj set. Przecież nie odpali Come to Daddy z winampa. Ale na litość wafla - można publice wrzucić taki miks (nawet brutalny), przy którym w tłumie powstałby ruch inny od spaceru w kierunku wyjścia. Na pochwałę natomiast zasługuje technika - 12 kanałowy system dźwięku, który pracował prawie tak, jak powinien. nie wiem tylko czy momenty szwankujące to wina arysty czy inżyniera dźwięku. Czasem miałem wrażenie jakby delay był wpadką samego Jamesa. Świetliki też dały radę, choć nie powalało to na kolana. Wizuale natomiast przynudzały. Może poza "Powers of Ten" - polecam na youtube. Reasumując - Aphex Twin swoim pierwszym występem w Polsce mocno rozczarował. Nie tylko tych, ktorzy znaleźli się tam przypadkiem, bo "to ważny artysta", "bo mama przyniosła bilet". Wiem jednak, że byli i tacy maniacy, którym się to podobało. Cóż - nie moje pojęcie estetyki. |
|
|
|
Strona 1 z 2: 12
| Przeskocz do forum: |


. 
Będzie ogień
) plus numer z calculating, którego tytułu teraz nie pomnę
Efekt mniej więcej taki jakby wejść do metalowej szafki i poprosić kogoś by zaczął w nią napieprzać kluczem francuskim. Ja wiem, że to festiwal metalowy, że ma być głośno ale...