Nawigacja

Ostatnio na forum

Najnowsze tematy
· Lipiec-Grudzień 2010
· Here We Go Magic - P...
· GRINDERMAN - GRINDER...
· Relacje
· Wydarzenia
Najciekawsze tematy
· Luty 2009 [47]
· Marzec 2009 [41]
· Styczeń 2009 [38]
· Grudzień 2008 [34]
· Relacje [30]

SpamPoison

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Ankieta

Brak przeprowadzanych ankiet.

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Brak wiadomości. Może czas dodać własną?

Słoneczny panel

Dziś jest:

Wschód słońca: 0:04
Zachód słońca: 13:15

Dzień trwa:
7 Godzin 10 minut
I jest krótszy od najdłuższego dnia o: 23:15

Zobacz temat

 Drukuj temat
Grudzień 2008
d_wojtek
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 11 grudzień 2008 06:41:55
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Wczorajszej nocy krótka przygoda z "Trisector" Van Der Graaf Generator. Poległem gdzieś tak mniej więcej w połowie i podejrzewam że nieprędko znowu sięgnę po tę płytę. Niestety, mimo że często bywam w opozycji do wyczytanych w necie recenzji i opinii, tym razem muszę się zgodzić: muzyka nijaka, monotonna, bez wyrazu, średnio brzmiąca, a wykonanie utworów miejscami woła o pomstę do nieba. Brak tak charakterystycznych dla tego zespołu instrumentów dętych. Brak nastroju niesamowitości i odrobiny szaleństwa. Płyta sprawia wrażenie wymęczonej i wyprodukowanej na siłę, w dodatku na tak zwanego szybkensa. Niepotrzebna rzecz w dyskografii tak znakomitego zespołu.
Oczywiście to tylko wrażenia na gorąco, po pobieżnym i niekompletnym odsłuchu, kiedyś mogą ulec zmianie o 180 stopni, niemniej takie też są istotne.
Edytowane przez d_wojtek dnia 11 grudzień 2008 06:42:42
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
Jarek
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 12 grudzień 2008 13:49:21
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

Widzę, że poszedłeś po bandzie Wink ja akurat potrzebowałem poprawić sobie nastrój więc cofnąłem się do klasyki. Fear Factory i ich "Demanufacture" zapodany przed snem skutecznie poprawia jakość samego snu, a także optymistycznie nastawia na dzień następny Smile
Pyknąć sobie takie "Self Bias Resistor" albo "Pisschrist" i znów człowiek niczym skandynawski emo heros, w długim czarnym płaszczu za NCK-iem, długie blond włosy rozwiane przez wiatr... Grin
Ech, człowiek w ogóle miał jeszcze włosy..
Trochę z niedowierzaniem patrzyłem na datę - toż to od premiery 13 latek minęło, a ta płyta nadal jest świeża, świetna. Nie wiem, czy to objaw wyjątkowości akurat tego wydawnictwa, czy generalnie zastój na rynku w chwili obecnej, bądź też wysyp różnej maści klonów.
Fajnie jest też posłuchać sobie płytki z Dino w składzie - nie żebym przez jego odejście po nocach nie sypiał bo akurat Divine Heresy to bardzo wesoły projekt jest. Ale cóż, tak najwyraźniej musiało być. Cofając się właśnie do takich płyt jak Demanufacture miło jest powspominać dawne dobre czasy i płyty, które były w zasadzie doskonałe od początku do końca.
 
www.katapulta.pl
Jacek
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 13 grudzień 2008 21:21:00
Użytkownik

Postów: 121
Data rejestracji: 13.12.08

Witam. Coś Was tu małoSmile Trzeba to zmienić. Ze swojej strony polecam:
Luke Temple, płyta snowbeast. Nie mogę sie uwolnić od tej płyty. Od kilku dni nie wyjmuję jej z odtwarzacza cd. Dużo odwołań do tradycji .Słyszę tu późne The Beatles, Radiohead a nawet jest coś z Yes z okresu Fragile. Oprócz tego sporo eksperymentów , głównie aranżacyjnych i brzmieniowych. No właśnie, płyta brzmi rewelacyjnie. Bilas musisz posłuchaćSmile. Tylko całej Wink
Atutem Luke Temple są przede wszystkim melodie. Wspaniałe kompozycje i aranżacje, zajebiści muzycy i wokal od którego pewnie nie jedna cip...No. Po kilku przesłuchaniach zauważyłem, że słuchając Luke Temple mam wrażenie jakbym znał tą płytę od zawsze. Dziwne uczucie. Ale zajebiste. Polecam. Dla mnie odkrycie ostatnich miesięcy, chociaż z tego co widziałem kolesie nagrali już kilka płyt. Do poprzednich jeszcze nie dotarłem. Płyta Snowbeast jest z 2007 roku.

Następny band to Punch Brothers, płyta Punch. Pozamiatali. Czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Bardzo świeże, oryginalne spojrzenie na muzykę...Country. Country? Punch Brothers To projekt gościa o nazwisku Chris Thile. Gdzieś przeczytałem, że to Mozart Bluegrassu. Coś w tym jest. Punch Brothers mogliby z powodzeniem grać na festiwalu country, ale również i w filharmonii. Dla mnie to jeden z najbardziej obiecujących zespołów ostatnich lat. Aż trudno uwierzyć ze to debiut. Muzyka trudna, ale warto dać jej trochę czasu. Skład, brzmienie, technika wykonawcza klasycznie bluegrassowy, harmonie hm.. znowu gdzieś troszkę radiohead ( nawiasem mówiąc ostatnia płyta radiohead - rewelka), dużo nawiązań do muzyki poważnej ( co za głupie słowo i określenie), tej bardziej klasycznej i tej bardziej pojechanej. Numery po 12 minut., zero nudy, ciągle coś nowego, przepiękne melodie, wirtuozeria. No właśnie kolesie zamiatają na instrumentach nieprawdopodobne rzeczy. ale co najważniejsze jest w tym muzyka, a nie bezsensowne pitu pittulino.
Skład klasycznie bluegrassowy. Kontrabas, git. akustyczna, banjo, skrzypce, mandolina + wokal. Polecam.

Idziemy dalej. Sie rozpisałem. Fajne to forum.

Calexico płyta Black Light. Chłopaki wydali w tym roku nową płytę, ale napiszę o nieco starszej, bo mnie pozamiatała. I znowu. BRZMIENIE. Kurde jak to sie robi. Ten zespół brzmi nieprawdopodobnie. Zauważyłem, że calexico rozchodzi sie wśród moich znajomych jak jakaś choroba weneryczna. Kogo dopadnie ma przejeb....I właśnie ta płyta. zwłaszcza ta płyta. Słychać u nich trochę Tarantino. W ogóle strasznie filmowa muzyka. Uwielbiam.

A na koniec trochę wspomnianej muzyki poważnej hehe. Mark Anthony Turnage. Kurde. Młody gość, koło 50 tki, i chyba dlatego, ze jeszcze żyje, niewiele o nim sie mówi i pisze. Chociaż reklamował go sam Simon Rattle, uznając za jednego z najwybitniejszych kompozytorów ostatnich lat. To co Pan Turnage robi z harmonią i rytmem ...ło. Dla mnie osobiście to ktoś na miarę Strawińskiego 21 wieku. No może trochę przeginam. Zresztą niepotrzebne porównanie. Pan Turnage będzie kiedyś uznany za jednego z najwybitniejszych kompozytorów świata i to do niego będą porównywać innych. Albo jakoś tak.Na początek polecam płytę Scorched. Na płycie znajdują się orkiestrowe aranżacje utworów Johna Scofielda. Zresztą sam mistrz gra na płycie. Orkiestrze i Johnowi podgrywa sekcja Peter Erskine na garkach i John Patitucci na basie. Pan Turnage zainteresował sie Scofieldem ponieważ uznał ze to gitarzysta wszech czasów. Popieram, dorzucam jeszcze Adriana Belew, Pana Roberta Frippa, Holdswortha, Scota Hendersona, Marka Ribota, Jacka Bilińskiego i paru innych...
Inne płyty Pana Marka, które znam i polecam to Drowned out i Blood on the floor.

No to jeszcze jedna na koniec. Mark Ribot Y Los Cubanos Postizos. Płyta Muy Divertido!. Projekt Marka Ribota, gitarzysty m. in. Toma Waitsa. Kubańsko, bluesowo, brudno, hałaśliwie, punkowo, filmowo. No masakra. Widziałem kiedyś ich koncert w TV. To jak goście rozkręcali sie na scenie, jak dochodzili do punktu Gräfenberga było genialne. Pod koniec tańczyłem przed telewizorem i klaskałem. Strasznie wciągają. Do ich muzy polecam jakiś mocny alkohol,cygaro i spoconą czarną dziwkę.
Płytę należy słuchać bardzo głośno.
Ps. Byłem ostatnio na koncercie Marka Ribota w Katowicach. Wstyd, że u nas w Krakowie nie ma takich koncertów. No ale mamy przecież Piwnicę Baranów, czy jakoś tak.
Stolica kultury stała sie stolicą pijanych studentów.
A właśnie Bilas, Jolo kiedy co pijemy, bo kurna wyciągnąć Was gdzieś to masakra. Nie dziadziejcie, na starość jeszcze jest czasSmile Bez urazy. Wiecie, że Was kocham.
Wasz Al Pacino.
 
www.drzoydbergh.com
d_wojtek
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 14 grudzień 2008 12:41:54
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Siema Jacenty. Się kolega rozpisał, porzucał trudnymi nazwiskami, muszę zapamiętać i błysnąć w towarzystwie, ęą Wink.
A na poważnie: mało nas tutaj, bo strona nie jest jakoś specjalnie znana, a na mój apel o przyłączenie się do forum póki co zareagowałeś tylko Ty. Można liczyć kurde na kolegów... Ale generalni walić to, i tak będziemy tu pisać, gdyż o muzyce wiemy wszystko i uwielbiamy wzajemnie klepać się po plecach.

Szukam tego Luke Temple, ale póki co nie mogę nigdzie znaleźć. Gdzie to ukra... znalazłeś?

Mój ostatni odsłuch - Neurosis "Thorugh Silver In Blood". Z tym zespołem mam tak, że pomimo olbrzymiego szacunku jakim go darzę, raczej nigdy nie trafi on do mojego prywatnego panteonu. Chyba głównie z tego powodu, że przynajmniej ja muszę mieć na ich muzykę klimat, a posiadam taki przez może dwa tygodnie w roku. Tak akurat podczas przedświątecznej schizy Wink. Jest zimno, nerwowo, człowiek czuje się nieco zagubiony i ma ochotę obudzić się koło kwietnia - wtedy takie walce sprawdzają się idealnie. Muzyka zimna, transowa, ciężka, brudna, przygnębiająca, a mimo to miejscami subtelna, być może przez ten plemienno-szamańsko-rytualny pierwiastek. Tabuny naśladowców w rodzaju Cult Of Luna czy Minsk już jakoś tak bardzo do mnie nie przemówiły.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
d_wojtek
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 15 grudzień 2008 06:49:28
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

W ramach eksperymentu, bo gdzieś przeczytałem że jest trip-hopowo, awangardowo, industrialnie nawet - Grace Jones "Hurricane". To ta straszliwa czarnoskóra kobieta, która grała w którymś z serii dramatów psychologicznych o Conanie Barbarzyńcy, i miała fajny plastycznie teledysk do "Slave To The Rhythm". A "Hurricane" jest eee tam. Nie wolno wierzyć we wszystko co się w necie przeczyta. Da się słuchać co prawda, bo ktoś tam w studiu stawał na głowie żeby byle jakie utwory były słuchalne, tylko po co? Ot taki na siłę nowoczesny popik przyprawiony etniczno-elektronicznymi smaczkami.

Ah, oh, zajawiony krótkim i zwięzłym postem Jacka umknęło mojej uwadze, że kolega Naczelny wspomniał o zespole do którego mam szczególny sentyment - Fear Factory. No cóż, trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że to band pierwszych trzech płyt, a potem jest już różnie. Ale ta trójca to jest miazga: ciężarny i surowy debiut, "Demanufacture" które nieźle w swoim czasie namieszało w ostrym graniu, oraz "Obsolete" - magnum opus, nie przeskoczą tego nigdy, takie płyty w tej konwencji zdarzają się tylko raz. Szkoda, że zespół w pewnym momencie trochę pobłądził. "Archetype", pierwsza płyta nagrana bez grubego lidera, jest takim światełkiem w tunelu, słychać, że panowie jak chcą, to jeszcze są w stanie coś ciekawego z siebie wykrzesać. Tak więc jako wierny fan ja ich jeszcze nie skreślam, zwłaszcza że na 2009 rok zapowiadany jest nowy album. Posłuchamy, zobaczymy.
Divine Heresy kolegi Cazaresa to taki ładny i plastkiowy metalowy produkt: niby ciężki i niby brutalny. Są bardzo szybkie blasty (wszak bębni tam podobno najszybszy perkusista na świecie), muskularny łysy ochroniarz straszliwie zdziera(ł) gardło, a gruby gra nawet na ośmiostrunowej gitarze... Tylko że ciężar i brutalność tej muzyki ginie gdzieś przez sterylną produkcję, która może fajnie sprawdziłaby się w cybernetycznym klimacie Fear Factory, ale w tym przypadku moim zdaniem skutecznie gasi ogień. Nie jest to może jakaś totalna porażka, bo Dino jest mimo wszystko bardzo dobrym kompozytorem i aranżerem, ale z jego projektów wolę zdecydowanie Asesino, które jest tak straszliwe, że aż śmieszne. Taka muzyczna Armia Ciemności trochę.
A z płyt nagranych przez ludzi związanych z Fear Factory najbardziej ujęła mnie "Numinosum" wokalisty Burtona C. Bella, czyli debiut zespołu Ascension of the Watchers. Zainteresowanych odsyłam do recenzji.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
Jarek
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 15 grudzień 2008 11:56:01
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

Jacku, dzięki, że się podłączyłeś.
Spotkania z tobą i Wojtkiem zawsze były świetną okazją do dyskusji o muzyce i poznania nowych projektów wartych przesłuchania, więc tym bardziej jestem zadowolony, że po tegorocznych zmianach formuły strony dorobiliśmy się w końcu miejsca, gdzie możecie się tą wiedzą dzielić z innymi.
Jak zapewne zauważyłeś forum działa od niedawna. Długo zastanawialiśmy się nad jego uruchomieniem, formułą i nie ukrywam, że było w nas wiele obaw, czy to przed zwykłym trollingiem, czy też lokalnym "zawodowcem", który to już wszystko przesłuchał co było można, a wy to się h... znacie.
Póki co obserwujemy w jaką stronę całe to przedsięwzięcie będzie się rozwijać. Tłumu na forum się nie spodziewam, byleby merytorycznie było.

No, dość już tych wstępów, aby wnieść coś konkretniejszego do tego posta proponuję dość zabawny zespolik o nazwie Mushroomhead.
Natrafiłem na nich prawdopodobnie poprzez którąś z radiowych stacji internetowych. Często można było usłyszeć jeden z ich kawałków "Sun doesn't rise". U nas w kraju niezbyt popularny, w Stanach zaś jest to zespół z ugruntowaną marką i sporą rzeszą fanów.
Podobne "zboczenie" jak przy Slipknocie jeśli chodzi o "image sceniczny", czyli maski. Z początku sądziłem, że to jakiś lokalny klon Slipknota jednakże przy bliższym poznaniu okazało się, że goście działają na rynku jakieś dwa lata dłużej.
Muzyka zespołu to mieszanina metalu, elektroniki, elementy rapu. Dwóch wokalistów, przy czym jeden jest od darcia ryja, a drugi od śpiewu. Pod względem muzycznym nie jest to może zbyt odkrywcze ale mnie tam przynajmniej humor poprawia Smile. Zespół bardziej nastawiony na show sceniczny, tak więc warto polecić przejrzenie zgromadzonych na youtube zbiorów.
Edytowane przez Jarek dnia 15 grudzień 2008 11:57:38
 
www.katapulta.pl
Jacek
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 15 grudzień 2008 15:29:14
Użytkownik

Postów: 121
Data rejestracji: 13.12.08

Bilas jak zwykle uszczypliwy jesteśSmile. Luke temple pożyczyłem od kolegi*. Jak sie nie uda ci go zdobyć* to mogę ci jakoś podrzucić. A wpadłem ostatnio na band The Lounge Lizards. Niezły odjazd:
YouTube Video:

Jakość marna, moda też ale muza przednia. Marc Ribot mnie powala na wiośle. Jestem po odsłuchu ich pierwszej płyty The Lounge Lizards z 1981 r. Chyba sie mocno zainteresuje.
A to najlepszy klip jaki widziałem hehe: Band się nazywa Fleshquartet. Nie mogę nigdzie zdobyć* epki , z której pochodzi ten numer. Miazga:
http://vids.myspa...id=5397606
Na garkach gra kolo z Mats Morgan Band. Ostre.
Z ostrzejszych rzeczy ostatnio odświeżyłem sobie płytę Killing Joke - killing Joke z 2003 roku. Kurde uwielbiam takie granie.

* - sorki JackuWink
Edytowane przez Jarek dnia 15 grudzień 2008 18:37:10
 
www.drzoydbergh.com
d_wojtek
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 16 grudzień 2008 06:43:40
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Wczoraj nie mogłem się powstrzymać i kupiłem sobie "Individual Thought Patterns" Death. Nie przepadam za remasterami, ale ciężko znaleźć pierwotną wersję z 1993 roku na cd. Nie słuchałem tego od stu lat, ale ta muzyka wytrzymuje próbę czasu. Chuck w tym co robił był mistrzem świata, nawet jeżeli na każdej płycie grał w kółko tę samą solówkę. Gdy album się ukazał miałem 14 lat i pamiętam, że wydawało mi się wtedy, że metalu już się lepiej zagrać nie da, że to szczyt jeżeli chodzi o technikę, wirtuozerię, aranże... W każdym razie nie istniałeś wówczas towarzysko w środowisku metali, jeżeli nie potrafiłeś zagrać na wiośle połowy riffów z Individuala. Niektóre do tej pory gram na rozgrzewkę, jak już zdarza się taki pomyślny układ planet, że w ogóle gram.

Zaraz wyjdzie tutaj że jestem jakimś metalowcem, więc dodam, że przed snem była Nadja i jej "Desire In Uneasiness". Jak podaje mądra wikipedia, według której na przykład Rush gra rock stadionowy, Nadja jest to "kanadyjska eksperymentalna grupa muzyczna zaliczana do gatunku ambient / drone doom metal". Ja się w tych wszystkich określeniach trochę gubię, nie wiem co jest drone a co na przykład sludge, ale wiem mniej więcej co mi się podoba. I ta płytka, mimo że podobno słabsza w dyskografii zespołu, podoba mi się. Wyobraźcie sobie soundscape'y Frippa, ale zagrane na takim przesterze żylecie, do tego maksymalnie wysunięty do przodu bas, przy którym brzmienie Petera Steele'a z Type 0 Negative to jakieś smętne popierdywanie, wolne i oszczędne łupanie bębnów, i tak przez dwadzieścia minut - i macie muzykę Nadji. Ciężko, przestrzennie i pejzażowo, przy tym brudno i niedbale. Nie jestem jakimś zwolennikiem tego typu grania, zauważyłem ponadto, że teraz trendi jest zasłuchiwać się w Nadję, SunnO))) i inne tego typu wynalazki, a to już mnie trochę odstrasza od dalszych poszukiwań... Ale Nadja fajnie płynie, po prostu.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
Jacek
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 16 grudzień 2008 11:15:14
Użytkownik

Postów: 121
Data rejestracji: 13.12.08

Z płynących artystów polecam również Jose Gonzalez. To chyba najbardziej znany jego numer z płyty Veneer. Był chyba w jakiejś reklamie telewizorówFrown

YouTube Video:


Na innej płycie In Our Nature, kolo zrobił akustyczną wersję Teardrop Massive Attack. Gitarka, głos i wystarczy. Polecam na zimowe wieczory hehe.
Edytowane przez Jarek dnia 16 grudzień 2008 12:33:34
 
www.drzoydbergh.com
Jarek
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 16 grudzień 2008 12:27:23
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

Ja dziś z rana poszedłem w ciut inną stronę i zapodałem sobie Bryan'a Ferry i płytkę "Mamouna". Jest to dość nastrojowy pop, utrzymany w melancholijnych klimatach z drobnymi domieszkami ambientu, funku i cholera wie czego tam jeszcze.
Płyta momentami przywodzi mi na myśl klimaty rodem niemal z Blade Runnera (spora w tym zdaje się zasługa Briana Eno) by po chwili przejść do łóżkowej sceny z filmu klasy B Wink Ale generalnie całkiem ciekawa muza, podszedłem do niej bez entuzjazmu tymczasem słucham tej płyty już drugi raz i nie mogę się od tej cholery uwolnić Smile
 
www.katapulta.pl
Jarek
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 18 grudzień 2008 13:19:04
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

d_wojtek: rzekłbym, że Death to niemal jak kanon, jedna z brakujących ewangelii Grin Minister Edukacji powinien dołączyć to do programu nauczania w gimnazjach. Zrobiłeś mi niemałego smaka na "Individual..". Jednakże próba odnalezienia rzeczonego albumu w tym burdelu jaki mam w płytach skończyła się porażką. W ostatnim przypływie desperacji sięgnąłem po schowaną głęboko w szafie kasetę - to był dość ciekawy eksperyment bo okazało się, że nie trzeba słuchać muzyki od końca do początku aby usłyszeć przesłanie szatana Grin Gdy bramy piekieł poczęły się uchylać, a Legion szykował się do ataku na ziemię nastąpiła przerwa w transmisji zakończona kilkoma trzaskami. Kolejne pół godziny poświęciłem na wydłubywanie resztek taśmy z pomiędzy rolek wieży, nomen omen ten sam producent co przy telewizorach, o których Jacek napomknął we wcześniejszym poście.
 
www.katapulta.pl
Jarek
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 18 grudzień 2008 13:23:01
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

Dziś czwartek, humor coraz lepszy jak to zwykle przed weekendem bywa Smile Na fali dobrego nastroju postanowiłem zapodać sobie Genesis i płytkę "Duke" z 1980 roku. Po "Turn it on Again" przypomniały mi się piękne chwile spędzone na stadionie w Chorzowie. Pomimo iż jedyną częścią ciała pozostającą w miarę suchą była moja dziura w dupie to do dziś uważam, że był to jeden z najlepszych koncertów jakie miałem okazje oglądać w życiu.

YouTube Video:
 
www.katapulta.pl
d_wojtek
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 18 grudzień 2008 19:36:31
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

W chwili obecnej nie mam czasu na słuchanie czegokolwiek, ale wiem co poleci w nocy: Neurosis "Time of Grace".
Edytowane przez d_wojtek dnia 20 grudzień 2008 17:46:54
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
Jacek
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 19 grudzień 2008 17:17:35
Użytkownik

Postów: 121
Data rejestracji: 13.12.08

Właśnie jestem świeżo po odsłuchu ,nieznanego mi dotąd, Pana Scotta Walkera. Płyta Tilt. Pierwsze co mi przyszło do głowy po przesłuchaniu tej płyty, to pytanie: Że k... co?
Płyta Tilt to chyba najbardziej mroczna, futurystyczna, profetyczna(hehe no właśnie to słowo) i dziwaczna płyta jaką do tej pory słyszałem. Klimat zimny, industrialny, twin peaksowy . Muzyka jak po jakiejś straszliwej katastrofie, po której nic nie zostało, albo zostało właśnie nic. Prawdopodobnie nigdy nie puszczę tej płyty w nocy, będąc sam w domu. Za bardzo boję sie Bobów.
Najbliższe skojarzenia to genialna płyta Outside Davida Bowie. Zresztą słychać, że Panowie inspirują sie nawzajem. Tilt jest jednak bardziej mroczna,awangardowa, minimalistyczna, ciemniejsza, nie zdrowsza. O ile płyty często mają swój kolor, ta jest czarna.
I ten dziwaczny głos Walkera. Taki patetyczny Bowie z dziwną chorobą.
Płyta trudna, nie na każdą okazję. Ale warto dać jej szansę, nawet jeśli na początku odrzuca i irytuje. Polecam, choćby jako ciekawostkę, że tak też można...
Idę sie napić do Arego i posłuchać czegoś zdrowego. Widzimy sie mam nadziejęSmile. Dziś nastanie zło i niedobro.
Edytowane przez d_wojtek dnia 20 grudzień 2008 17:47:22
 
www.drzoydbergh.com
d_wojtek
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 20 grudzień 2008 09:14:32
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Ponownie Neurosis i ponownie "Times of Grace". Chyba powinienem zweryfikować to, co wcześniej pisałem o tym zespole, bo coraz bardziej się ta muzyka we mnie zadomawia. Chyba wszystkie dźwięki muszą mieć po prostu swoje miejsce i swój czas... Nieważne, wkręcam się coraz bardziej i poznaję świat Neurosis na nowo, na spokojnie. Stutonowy, uduchowiony walec.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
d_wojtek
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 21 grudzień 2008 12:27:22
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Dälek - "Abandoned Language" - czyli hip hop z ludzką twarzą. Wiele mówi już sam fakt, że wydaje ich Ipecac Mike'a Pattona. Z hip hopem znanym z muzycznych telewizji mają mniej więcej tyle wspólnego, co ja z samochodami. Podoba mi się w tej muzyce zwłaszcza to, że nie jest "przegadana". Facet nie narzuca się ze swoim głosem, podkłady nie są tylko tłem dla tekstów, częściej to one grają pierwsze skrzypce. A jest czego posłuchać, ci panowie mogliby z powodzeniem wziąć się za napisanie muzyki do jakiegoś dusznego, mrocznego i pokręconego filmu. Prostymi środkami kreują atmosferę nie do opisania.
Edytowane przez d_wojtek dnia 21 grudzień 2008 12:28:24
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
d_wojtek
#17 Drukuj posta
Dodany dnia 22 grudzień 2008 14:31:03
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Podczas biegania za świątecznymi prezentami towarzyszyło mi promo nowego Napalm Death - "Time Waits For No Slave". Mimo że nie bardzo już siedzę w takiej muzyce, to zawsze zaznajamiam się z każdym nowym wydawnictwem Napalmu, bo profesjonalna i konkretna sieka jest przeze mnie mile słyszana. A nowy album jest od przynajmniej kilku poprzednich po prostu dużo lepszy, choć w tej konwencji cudów nie należy się spodziewać. Niemniej wszystko jest "bardziej" i "lepiej". Lepsze brzmienie, lepsze utwory, bardziej punkowo, bardziej metalowo, bardziej grindowo, bardziej ciężko, bardziej wściekle... O to to, zwłaszcza to ostatnie, dawno nie słyszałem u nich takiej wściekłości, czy to w riffach, czy to w blastach, a już szczególnie w wokalach. Fajnie też, że gitarzysta udziela się w chórkach, te wysokie, histeryczne skrzeki dodają jeszcze większego jadu. Trudno uwierzyć, że tyle energii wykrzesali z siebie panowie w okolicach czterdziestki. Chętnie wybrałbym się na koncert do Loch Nessu, tylko napotykam barierę finansową. Poza tym jak sobie przypomnę koncert Nyia i Atnigamy w tym że samym miejscu, podczas to którego niewiele było słychać, to mi się jakoś odechciewa.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
d_wojtek
#18 Drukuj posta
Dodany dnia 23 grudzień 2008 13:33:28
Awatar

Administrator

Postów: 115
Data rejestracji: 17.04.08

Nadja - "Bodycage".
Muzykę Nadji, Jesu i Neurosis poznawałem właśnie zeszłej zimy, potem musiałem odpocząć od tego typu klimatów. Teraz pory roku zatoczyły koło i znów zasłuchuję się w te bandy.
"Bodycage" to ambientowo-noise'owa symfonia. Nie żartuję, duet z tych swoich szumów, szeptów, brudów, sprzęgnięć i zgrzytów tworzy muzyczne pejzaże o symfonicznym wręcz rozmachu. Motywem przewodnim "Bodycage" jest rzadka i nieuleczalna choroba, co w połączeniu z dźwiękami daje naprawdę wstrząsający efekt. Kiedyś o jakiejś płycie pisałem, że przypomina ona zderzenie z obcym statkiem kosmicznym. "Bodycage" to świadomość tego, że gdzieś tam nad nami czai się cała pieprzona flota nie z tego świata. Bezsilność, nieuchronność, rozpacz. Muza idealna na randkę z dziewczyną albo na posiadówę przy piwie ze znajomymi z pracy.
Coś mam wrażenie, że tak sam sobie tu piszę ostatnio. Strzelam więc focha i nic nie zamieszczam, dopóki ktoś się nie odezwie.
 
www.myspace.com/themysteriousguitarweirdo
Jarek
#19 Drukuj posta
Dodany dnia 23 grudzień 2008 14:21:01
Awatar

Główny administrator

Postów: 96
Data rejestracji: 13.04.08

no taa, nie ma to jak posłuchać Napalm przy ubieraniu choinki albo podczas odkurzania, wesoło pogwizdując pod nosem Grin
Co do koncertów to znajomi zeznawali, że w Krakowie jakoś na początku lutego ma grać Tiamat. Fakt ten zauważam raczej z czysto kronikarskiego obowiązku bo po "Clouds" i "Wildhoney" przestałem śledzić ich dalszą karierę, a z tego co widzę na wikipedii to pyknęli potem z 5 płytek. Ciekaw jestem, w którą stronę to dalej poszło.
Co zaś się tyczy pamiętnego koncertu Nyia to... po prostu cieszę się, że nadal mogę słuchać... że w ogóle słyszę. Za taką organizację koncertów powinno się jaja urywać.
 
www.katapulta.pl
Jacek
#20 Drukuj posta
Dodany dnia 23 grudzień 2008 19:30:24
Użytkownik

Postów: 121
Data rejestracji: 13.12.08

http://pl.youtube.com/watch?v=GYyOkQUyJZM

 
www.drzoydbergh.com
Przeskocz do forum:
Wygenerowano w sekund: 0.14
80,938 Unikalnych wizyt