Nawigacja
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Lipiec-Grudzień 2010· Here We Go Magic - P...
· GRINDERMAN - GRINDER...
· Relacje
· Wydarzenia
Najciekawsze tematy
| · Luty 2009 | [47] |
| · Marzec 2009 | [41] |
| · Styczeń 2009 | [38] |
| · Grudzień 2008 | [34] |
| · Relacje | [30] |
SpamPoison
Logowanie
Ankieta
Brak przeprowadzanych ankiet.
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.
Brak wiadomości. Może czas dodać własną?
Słoneczny panel
Dziś jest:
Wschód słońca: 0:04
Zachód słońca: 13:15
Dzień trwa: 7 Godzin 10 minut
I jest krótszy od najdłuższego dnia o: 23:15
Zobacz temat
|
Luty 2009
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 02 luty 2009 22:39:30
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Sleepytime Gorilla Museum - "Of Natural History". Do tej pory ignorowałem ten zespół, co było błędem. Jakoś tak przez imidż brałem ich za coś zgoła odmiennego. Pozory mylą, moja wina. Fantastyczne brzmienie, surowe ale mięsne. Dużo się dzieje, jest dziko, ale przyjaźnie. Może przez to, że przy dość skomplikowanej formie muzycy nie zapominają o naprawdę dobrych melodiach. Świetne wokale, i ten męski i kobiecy. I znowu jakaś taka teatralność na przemian z niezłym czadem. Bardzo miłe zaskoczenie. Richard Barbieri - "Stranger Inside". Poprzednia chyba jest przyjemniejsza, ale tej też dobrze się słucha. Obrazowa muzyka, w sam raz na zimowo-nocne poruszanie się po mieście. Porcupine Tree - "Deadwing". Nigdy nie byłem fanem tego zespołu, mierziła mnie nawet ich trochę jak sądziłem napompowana popularność. Zdanie zmieniłem po dwóch ostatnich koncertach - u nas na Wiśle i w Poznaniu. Sporo pasji ujętej w dość sztywne ramy profesjonalizmu. Steven Wilson znalazł jakiś złoty środek pomiędzy tym co ambitne a tym co chwytliwe. |
| Jacek |
Dodany dnia 03 luty 2009 12:11:10
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Już dawno mówiłem Ci o Sleepytime i tej właśnie płycie. Jak już pisałem brzmieniowo to jak dla mnie metalowy larks. Jeden z ciekawszych bandów ostatnich lat. Myślę, ze jeszcze dużo pokażą. Trza wyzbyć się uprzedzeń (sam o tym pisałeś kiedyś). U mnie ostatnio na przemian Balet Agon Strawińskiego z płytą Harmonielehre Johna Adamsa. Co do tego ostatniego przeczytałem, bodaj na wikipedii, że Adams zaliczany jest do maksymalistycznych minimalistów heheh. Jeśli chodzi o terminologię, wszystko ok dopóki ułatwia ona poruszanie się po świecie sztuki, gorzej jeśli staje się subkulturą. Pojawiają się wtedy bariery, uprzedzenia itp. Wracając do maksymalistycznego coś tam, coś w tym jest. Na płycie dużo odwołań do Glassa czy Reicha, jednak mam wrażenie, ze Adams poszedł dalej. Jego instrumentarium jest bogatsze, kompozycje bardziej rozbudowane, jego muzyka ma więcej kolorów i stad chyba ten maksymalizm hehe. Mam wrażenie, że u Adamsa główna rolę odgrywa rytm i na tej własnie płaszczyźnie dzieją się największe jaja. Niżej link do utworu z tej płyty: http://pl.youtube.com/watch?v=LDhRQDwTDJE Ps. Świetny koncert. Muzyka amerykańska Adams, Gershwin, Copland, Weill. Chyba cały jest do oglądnięcia na youtube. |
| d_wojtek |
Dodany dnia 03 luty 2009 18:33:28
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Eee, jeżeli chodzi o muzykę to w zasadzie nie mam uprzedzeń. Gdybym miał nigdy nie posłuchałbym na przykład Ulver, wszak zaczynali oni od norweskiego true pagan satan odyn thorgal black metalu. Nie mam uprzedzeń, niemniej jednak wiem czego mniej więcej nie lubię i nigdy nie polubię. Ryuichi Sakamoto i David Sylvian - "World Citizen". Nie byłem uprzedzony , jednak jakoś tak węszyłem granie spod znaku "Blemish". Chyba przez to japońskie nazwisko, oni lubią noise i awangardę wszelaką. A tu wręcz przeciwnie. Bardzo fajny singiel, świetna muzyka na początek dnia. Ambitny pop? Jak zwał tak zwał, zajebiste. A produkcja - miód. Brzmienia, smaczki, efekty, no i ten wokal, zawsze tak doskonale wtopiony w resztę.Fantomas - "Suspended Animation". Powoli wyczerpuje im się formuła na granie, ale jeszcze nędzy nie ma. Ot, Fantomas jaki jest każdy słyszy. Szkoda tylko że Patton robi teraz takie "krótkotrwałe" raczej płyty, takie które nie zostaną ze mną na całe życie. Tęsknie za Faith No More. |
| Jarek |
Dodany dnia 03 luty 2009 20:57:14
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
d_wojtek napisał/a: Tęsknie za Faith No More. Mnie też brakuje tej kapelki. Zresztą przez ostatnie dni łącznie z dzisiejszym porankiem przesłuchuję sobie "the Real Thing" i "Angel Dust", które niedawno udało mi się zakupić po bardzo okazyjnej cenie (wreszcie mogę się pozbyć kaset). Swoją drogą na szersze wody wypłynęli dzięki teledyskowi do "Epic" (który pierwszy raz widziałem bodaj w którymś z odcinków Beavisa i Buttheada ale to strasznie dawno temu było...)YouTube Video: Mimo wszystko z ich płyt dla mnie najlepszą pozostanie chyba "King for a day.." do której mam wielki sentyment. |
| waski_carl |
Dodany dnia 04 luty 2009 17:41:58
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Nie jesteście sami w tej nostalgii za FNM. A co do "King.." to pjona wielka. Dla mnie ten album jest również nie do przebicia. Wziąłem się za nadrabianie zaleglości w Nine Inch Nails. Nigdy nie przesłuchałem od deski do deski Downward Spiral. Trzeba to nadrobić. Nie wiem czy temu albumowi uda się zająć pozycję The Fragile w moim osobistym zestawieniu płyt NiNów, ale nigdy nie mów nigdy ;-) Za to co mogę polecić to australijski COG i płyty New Normmal albo Sharing Spaces. Granie trochę spod znaku Oceansize. Jak muzyka brytyjczyków spływa po mnie jak po kaczce, tak twórczość trio z antypodów łykam w całości. Goście potrafią stworyć ładne, często transujące muzyczne pejzaże w blisko dziesięciominutowych siutach, jak i przyłoić z iście punkowym pazurem w krótkich, skocznych i melodyjnych hiciorach. YouTube Video: Edytowane przez waski_carl dnia 04 luty 2009 17:47:31 |
|
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 04 luty 2009 20:02:06
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Wszyscy możemy sobie przybić piątkę jeżeli chodzi o "King For A Day..." Faithów. To także moja ulubiona płyta, choć jeżeli chodzi o względy nazwijmy to artystyczne chyba wyżej postawiłbym "Angel Dust". A jeżeli chodzi o NIN, to od deski do deski nigdy nie udało mi się przesłuchać właśnie "The Fragile". Zawsze tak mam z dwupłytowymi albumami: albo nużą mnie w połowie drugiego krążka, albo nawet podobają mi się jako całość, ale i tak wolałbym wyciągnąć wszystko co najlepsze z takiego ogromu muzyki i ową esencję zamknąć na jednej płycie. Dzisiaj był pierwszy Tweaker - "The Attraction To All Thigs". Świetna muza, choć wolę drugą płytę. Prawdziwy elektroniczno-gitarowy kalejdoskop. Jeżeli ktoś nie zna - Tweaker to projekt Chrisa Vrenny, znanego z gry na perkusji w którymś ze składów NIN. Facet można powiedzieć uczył się u najlepszych, mam na myśli współpracę z Reznorem. Chwilami słuchając drugiej płyty Tweaker "2 am Wakeup Call" mam wrażenie że uczeń przerósł mistrza. Z ciekawostek jeżeli chodzi o debiut - w otwierającym płytę utworze "Linoleum" mamy chyba jedyną okazję usłyszeć głos Davida Sylviana z towarzyszeniem ciężkich gitar. Nawet się nie gryzą . Rano była jeszcze jedna płyta innego zdolnego perkusisty - "Slope" Steve'a Jansena. Bardzo różnorodna, choć niestety moim zdaniem również nierówna. Ale nędzy nie ma. |
| waski_carl |
Dodany dnia 04 luty 2009 20:24:46
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Nie zapominaj, że Vrenna stworzył ścieżkę dźwiękową do American McGee's Alice ;-) |
|
|
|
| d_wojtek |
Dodany dnia 04 luty 2009 20:37:15
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Nie zapominam. On sam w ogóle wygląda jakby był postacią z tej gry . A Alicja to jedna z najlepszych i najbardziej klimatycznych gier komputerowych na świecie. I to menu:Load Save Delete .
Edytowane przez d_wojtek dnia 04 luty 2009 20:38:50 |
| waski_carl |
Dodany dnia 04 luty 2009 22:32:04
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Killing Joke - Killing Joke z 2003. Zespół kameleon. Na każdej płycie inny gatunek muzyczny, ale nie mam im tego za złe. Początki to czysty chłód nowwej fali i postpunkowych tworzyw. Prawde powiedziawszy to początkowo do tej kapeli zraziła mnie Metallika ze swoją wersją The Wait. Gdzieś na przełomie lat 80. i 90. mieli znaczacy spadek formy, ale tym albumem z 2003 po prostu miazdza. ciezko, brudno, agresywnie a przy tym z polotem. Inna sprawa, ze to kolejna kapela, ktora niekonicznie powinno sie ogladac ;-) |
|
|
|
| Jacek |
Dodany dnia 05 luty 2009 10:55:00
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Tom Waits - Bone Machine. Wybaczcie ale wpadnę zaraz w ton patetyczny. O tej płycie lepiej nic nie mówić, wystarczy słuchać. Ja jednak powstrzymać się nie mogę, więc coś napiszę.To chyba najbardziej eksperymentalna, ekstremalna i odważna płyta Toma. Sama historia powstania Bone Machine jest niezwykle interesująca. Waitsowi, który jest producentem albumu, nie odpowiadało brzmienie pomieszczenia, w którym płyta miała być nagrana. Przeniósł więc cały zespół i studio do jakiejś graciarni z powybijanymi szybami. Co z tego wyszło? Efekt jest porażający. Album brzmi fantastycznie. Słuchając płyty ma się wrażenie jakby zespół był na wyciągnięcie dłoni, jakby człowiek był właśnie świadkiem próby zespołu, jakby stał w samym centrum. Dodatkowo na płycie pojawia się niezwykły instrument o nazwie conumdrum, wykonany specjalnie dla Waitsa przez przyjaciela artysty. Jest to metalowa konstrukcja, na której gra się... waląc młotkiem. Szatan. Sam Waits zafascynowany instrumentem, mówił że brzmi on jak zatrzaskujące się wrota do więzienia... Oprócz tego wspaniali goście - Les Claypool, Keith Richards i inni... Co do muzyki na albumie, majstersztyk. Dźwięki na tej płycie brzmią niezwykle surowo, aranżacje oparte są głównie na instrumentach perkusyjnych co sprawie ze jest w tej muzyce coś pierwotnego, coś co nie pozwala usiedzieć w miejscu. Wiercisz się i kręcisz, czujesz się lekko zaniepokojony, pocisz się. Każdy z utworów to perełka. Niezwykłe jest również to, ze to płyta z 1992 r. Taki album musiał powalić publiczność na kolana. I tak właśnie się stało. Album dostał nagrodę Grammy za najlepszą alternatywna płytę 1992 roku. Po Bone machine stwierdzam, ze Tom Waits, co było wiadome już wcześniej, jest nie tylko jednym z najważniejszych artystów ubiegłego stulecia, ale również doskonałym reżyserem dźwięku. Chociaż sam Waits stwierdził, iż musiał trochę wygładzić płytę, żeby nadawała się dla ludzi, w przeciwnym wypadku tylko on mógłby jej słuchać. Zachęcam wszystkich tych , którzy Bone Machine nie znają, albo znają słabo, do konsumpcji tej płyty, bo to kawał przepysznej muzyki z dużą ilością pieprzu. |
| d_wojtek |
Dodany dnia 05 luty 2009 20:20:04
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Sepultura - "A-Lex". Sepultura nagrała właśnie może nie najbardziej progresywny album w swojej karierze, ale przynajmniej najbardziej progresywny od czasów "Against". Jak kogoś razi określenie "progresywny" to niech sobie zamieni na odkrywczy, postępowy, eksperymentalny, co sobie stryjenka winszuje. "A-Lex" to znowu Sepa poszukująca, penetrująca nowe obszary i adoptująca je do swojego stylu. Ciekawostką jest to, że to koncept album, po tytułach sądząc nawiązujący do Mechanicznej Pomarańczy. Muzycznie dzieje się sporo. Są punkowo-core'owe czady na dwóch dźwiękach za które ten zespół kocham, są powolne ciężarne walce, są elementy etniczne, są też dźwięki do tej pory z tym zespołem nie kojarzone. Nic więcej nie zdradzę, radzę posłuchać. Andreas Kisser w świetnej formie, to bardzo wyróżniający się gitarzysta w metalowym świecie. To pierwsza płyta na której nie gra Igor Cavalera. Trochę szkoda. Dalek - "Gutter Tactics". Czyli mroczna hip hopowa awangarda w natarciu. Nienormalna muzyka miejscami, nie dziwię się że w murzyńskim środowisku panowie są raczej wyklęci. |
| waski_carl |
Dodany dnia 06 luty 2009 16:32:33
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
d_wojtek napisał/a:Dalek - "Gutter Tactics". Czyli mroczna hip hopowa awangarda w natarciu. Nienormalna muzyka miejscami, nie dziwię się że w murzyńskim środowisku panowie są raczej wyklęci. Jak Ci sie tak Dalek podoba, to obadaj sobie cala polke "ambient hip-hop" obadaj: Saul Williams, Deltron 3030, Automato, Cage, Sage Francis... dużo tego dobrego. Zresztą założę się że Williamsa już znasz po jego kolaboracji z Reznorem przy "Rise and Fall of Niggy Tardust" Ja się zachłysnąłem Rokiem diabła i muzyką Czechomory. Dorwałem album Promeny nagrany pod okiem Jaza Colemana z orkiestrą kameralną Kolegium Czeskich Filharmoników. Muzyka folkowa w orkiestrowym wydaniu nabiera wspaniałego wymiaru. Z nośnika tożsamości etnicznej staje się jej piewcą i wspaniałym monumentem postawionym na cześć dorobku kutluralnego ludów. Edytowane przez waski_carl dnia 06 luty 2009 16:56:31 |
|
|
|
| Jarek |
Dodany dnia 06 luty 2009 23:26:08
|
|
Główny administrator Postów: 96 Data rejestracji: 13.04.08 |
Tak apropo Sepultury - co się działo z zespołem mniej więcej po Roots? Oczywiście chodzi mi o muzyczną stronę, nie zaś "artystyczną niekompatybilność" jak to ładnie określili w wikipedii Miałem okazję zapoznać się jedynie z "Nation" ale jakoś niespecjalnie mi ta płyta zapadła w pamięć. O "A-Lex" d_wojtek napisałeś, a jeszcze puścili "Against", wpomniane "Nation", "Roorback"i "Dante XXI" - ktoś z was może przesłuchał? |
| d_wojtek |
Dodany dnia 07 luty 2009 09:55:17
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
waski_carl napisał/a: Jak Ci sie tak Dalek podoba, to obadaj sobie cala polke "ambient hip-hop" obadaj: Saul Williams, Deltron 3030, Automato, Cage, Sage Francis... dużo tego dobrego. Zresztą założę się że Williamsa już znasz po jego kolaboracji z Reznorem przy "Rise and Fall of Niggy Tardust" Chętnie bym obadał, ale pewnie z braku czasu nic z tego nie wyjdzie. Zbyt wielu artystów czeka w kolejce do przesłuchania. Już dawno pogodziłem się z tym, że jednak nie uda mi się poznać wszystkich płyt na świecie i muszę z tym jakoś żyć .Co do Sepultury po "Roots"... Mimo że większość tak zwanych fanów odsądza "Against" od czci i wiary, moim zdaniem jest to najlepsza płyta tego zespołu ever. Tam jest wszystko to, za co można było pokochać Sepulturę z Maxem plus parę muzycznych historii których z nim pewnie nigdy nie udałoby się stworzyć. Posłuchaj koniecznie, swego czasu ta płyta mocno namieszała w moim życiu. Jacek z tego co pamiętam też się nią zachwycał, dopiero później zaczął słuchać Toma Waitsa i muzyki niepoważnej . Te następne jakoś mnie niczym nie ujęły, wpadały jednym uchem, wypadały drugim. Inna sprawa, że może fascynowały mnie wtedy inne klimaty, może wypadałoby się z nimi jeszcze raz zapoznać, nie wiem... Dużo dobrej muzy może nam umknąć, bo nie trafia do nas w odpowiednim momencie. Tu by się przydał właśnie ten czas, którego na przesłuchanie tych wszystkich płyt ciągle brakuje... |
| Jacek |
Dodany dnia 07 luty 2009 15:50:41
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
A propo Sepy, bom został tu wywołany. To jeden z nielicznych metalowych zespołów, który ciągle słucham z przyjemnością. A-lex to bardzo fajna płyta, jednak czegoś mi na niej zabrakło, może tej prostej "chamówy", która tak bardzo ujęła mnie właśnie przy okazji płyty Against, a może jeszcze jest za mało stopni na zewnątrz. Zgadzam się z Wojtkiem, Against trzeba posłuchać. To wybitna płyta tego bandu. Wracając jeszcze do A-lex ,Wojtek napisał juz chyba wszystko .Ja tylko dodam od siebie, że z tym Ludwigiem trochę polecieli. Rozumiem, ze mechaniczna pomarańcza ale...hm. Zapominam o tym, wyrzucam z płyty i płyta robi się naprawdę bardzo zacna. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Co do Waitsa - oj chopie, chopie... , jesteś mało progresywny hehe. |
| waski_carl |
Dodany dnia 08 luty 2009 00:54:57
|
|
Użytkownik Postów: 47 Data rejestracji: 10.01.09 |
Wy to tak brutalnie strasznie... a ja spokojnie, łapię oddech. Anneke van Giersbergen and Aqua de Annique - Pure Air. Giersbergen po opuszczeniu The Gathering uruchomiła własny projekt pt. Aqua de Annique. Początek zapowiadał się mocno trip-hopowo. Kiedy pojawiła się płyta - ku mojemu zniesmaczeniu, bo strasznie lubię jej głos - okazało się, że ten bristol sound to tylko taki na zachętę był. Tak naprawdę nic ciekawego na tej płycie się nie znalazło, a sam album nie nudził, męczył. Ale nie ma to jak wybrać najciekawsze numery z takiej płyty, przearanzować je i nagrać wspólnie z zaproszonymi gośćmi. I w ten sposó pojawiają się ciekawe duety w postaci Daniela Cavagnah, Arjena Lucassena czy Johna Wettona. cała płyta jest niezwykle spokojna, dominuje gitara i to w akustycznym wykonaniu. Idealne na romantyczny wieczór ;-) Nadal jednak uważam, że Anneke bez Gathering to już nie to samo... |
|
|
|
| Jacek |
Dodany dnia 09 luty 2009 10:42:47
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Czy jedzie ktoś na sepe? jest w Czwartek w Katowicach w Mega Klubie. Ja sie wybieram i zbieram ekipe. |
| d_wojtek |
Dodany dnia 09 luty 2009 11:55:59
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Oczywiście znowu coś przeszkodzi mi w wybraniu się na fajny koncert. Jak nie zdrowie, to praca... "A-Lex" podoba mi się coraz bardziej, choć faktycznie czegoś tam brakuje. Ten Ludvig van zupełnie mi nie przeszkadza, fajna przyprawa do reszty płyty. Tego jeszcze w ich muzyce nie było, dla mnie bomba. Pewien bardzo popularny w kręgach młodych muzyków amerykański prog-metalowy zespół mógłby się nauczyć jak powinno się robić instrumentalne kawałki które nie przynudzają. A co do Waitsa, to przypomnij sobie Bolku, kto kiedyś od kogo kopiował sobie jego płyty . "Bone Machine" czeka na odsłuch w każdym razie.Ostatnia sporo pracowałem więc udało mi się tylko odsłuchać większą część "Three Part Species" Micka Karna. Jego "Each Eye A Path" jest jedną z dziwniejszych płyt jakich dane mi było wysłuchać w życiu, każda inna też jest na swój sposób bardzo ciekawa. Bo to w ogóle ciekawy muzyk, bardzo oryginalny basista, przy tym dobry kompozytor i aranżer... "Three Part Species" jest git, ale jeszcze nie mam pełnego obrazu tej muzyki. |
| Jacek |
Dodany dnia 09 luty 2009 12:53:39
|
|
Użytkownik Postów: 121 Data rejestracji: 13.12.08 |
Co do koncertów jeszcze.W ramach krakowskiego festiwalu perkusyjnego ma pojawić się Trilok Gurtu. Koncert będzie miał miejsce 20 lutego w Manggha.Widziałem go na koncercie z motion Trio, gdy supportowali Zawinula. Warto się wybrać i zobaczyć co można zrobić z instrumentami perkusyjnymi. Zupełnie inne podejście niż nasze, zachodnie granie. Idzie ktoś? Co do Sepy jeszcze. Idzie ktoś? Z Micka Karna zdecydowanie Bestial Cluster. Jeden z ciekawszych basistów jakich słyszałem. Karn nagrał też bardzo fajną płytę z Yoshihiro Hanno "Liquid Glass". Dużo elektroniki, ale strasznie szklanej właśnie, czystej. Japończycy mają coś takiego lekkiego i czystego w swojej kulturze. |
| d_wojtek |
Dodany dnia 09 luty 2009 20:56:14
|
|
Administrator Postów: 115 Data rejestracji: 17.04.08 |
Na 95% będę na wszystkich koncertach perkusyjnego festu, tyle że nie do końca jako widz. Wracając do koncertu Sepultury - wszystko fajnie, ale Mega Club to zagłada. Ale lepszy rydz niż śmigły. |
| Przeskocz do forum: |



, jednak jakoś tak węszyłem granie spod znaku "Blemish". Chyba przez to japońskie nazwisko, oni lubią noise i awangardę wszelaką. A tu wręcz przeciwnie. Bardzo fajny singiel, świetna muzyka na początek dnia. Ambitny pop? Jak zwał tak zwał, zajebiste. A produkcja - miód. Brzmienia, smaczki, efekty, no i ten wokal, zawsze tak doskonale wtopiony w resztę.
ale to strasznie dawno temu było...)
, jesteś mało progresywny hehe.