'Holdsworth, Levin, Bozzio, Mastelotto Katowice, 2010
- Szczegóły
- Jacek
Hmm... Od czego zacząć... Jechałem na ten koncert mając pewne wyobrażenie jak to może wyglądać. Doskonale znam tych muzyków, wydawało mi się w, że wiem czego się mogę spodziewać. Już pierwsze minuty koncertu zbiły mnie z tropu.Dwie godziny Jamu. Wyszły z tego 3 twory, będące jak określił to Bozzio , wypadkową muzycznych doświadczeń zebranych przez muzyków podczas swoich długoletnich karier. Nie musieli mnie do siebie długo przekonywać. Po 5 minutach odleciałem i włączyłem sie na nowo dopiero po zaświeceniu świateł.
Znakomita, czysta, szczera muzyka, na najwyższym poziomie. Mastelotto trzymał całość w kupie, Levin na elektrycznym kontrabasie czarował, Bozzio grał melodie na bębnach, a Holdsworth.... zabrzmiał jak Fripp. Zagrał bardzo oszczędnie , miejscami wręcz cytując Frippa.Nikt niczego nikomu nie udowadniał, nie było wyścigówek, wszystko sobie płynęło i wyszła z tego niezwykle nowoczesna, elektroniczno, jazzowo rockowa suita.Bałem się ze będzie to koncert stricte dla muzyków. A usłyszałem 2 godziny przepięknej muzyki. Osobiście najbliższe moje skojarzenia biegły w stronę Projekct King Crimson. Fripp kiedyś powiedział, ze chciałby usłyszeć Projekct bez swojego udziału. Ja już słyszałem:) Podobnie czułem się po koncercie King crimson w Teatrze Roma w Warszawie. Znakomity koncert.
Droga naszego bohatera ciągnie się, a właściwie zjeżdża po równi pochyłej. Otaczający go świat budzi w nim odrazę, nie jest w stanie sie w nim odnaleźć, wpasować w istniejące relacje międzyludzkie. Uważa się za jednostkę lepszą, śmieje się z otoczenia, wyszydza innych, nie zauważa jednak, ze żyje w coraz większym oderwaniu od rzeczywistości.