Anthony E. Zuiker , Duane Świerczyński – „Level 26. Mroczne Początki”

Z początku fabuła toczy się niczym w przeciętnym amerykańskim filmie sensacyjnym. Mamy straszliwego, nieuchwytnego mordercę, na którego normalnie skali zabrakło, żeby go określić, więc trzeba było ją poszerzyć (stąd tytułowy level, czyli poziom 26, w skali mającej do tej pory 25 stopni). Jego adwersarzem jest nieugięty i niezmiernie zawzięty detektyw, depczący straszliwemu mordercy po odciskach (o dziwo, detektyw nierozwiedziony, wbrew standardowemu filmowemu życiorysowi takich postaci, ale napić się lubi).

Książka zaczyna się od pościgu detektywa za mordercą, odbywającego się w jednym z włoskich kościołów. Jak łatwo przewidzieć przestępcy udaje się czmychnąć i nikomu krzywda się nie dzieje (bo i o czym by autor dalej pisał na tych czterystu stronach).

Morderca będąc pod wrażeniem postawy detektywa, który dotarł tak blisko do niego i omal go nie schwytał, morduje mu całą rodzinę. Detektyw zaś poprzysięga straszliwą zemstę i... odchodzi z pracy (albo na odwrót, nie pamiętam już).

Po dwóch latach nikt nie ma ochoty ciągnąć śledztwa, morderca zabija dalej, zaś detektyw leczy się z depresji przy pomocy wdzięków swej niedawno poślubionej ciężarnej żony. Sielanka się kończy, gdy do fabuły wkracza postać Sekretarza Obrony USA. Naciska on na dawnego zwierzchnika detektywa, a wręcz grozi zabiciem jego i detektywa jeśli nie zechcą znaleźć mordercy (wiem, dziwny wątek). Po takim wstępie fabuła dalej toczy się niczym w przeciętnym amerykańskim filmie sensacyjnym.

Wszystko w tej książce (i filmie) z założenia miało być mroczne. Fabuła jest mroczna, miejsca akcji są mroczne, postacie oczywiście też (detektyw ma nawet na nazwisko Dark...).

Nagromadzenie mrocznych akcentów prawdopodobnie doprowadziło do pomroczności obu współautorów, którym fabuła zdaje się miejscami uciekać spod kontroli. I choć całość czyta się ( i ogląda ) całkiem dobrze, to nie sposób pominąć kilku dyskusyjnych fragmentów, które mogły być lepiej przemyślane. Być może moja ocena jest niewspółmierna do popełnionych „przewin” ale za 38 złotych, jakie wydałem na tą pozycję oczekiwałem czegoś solidniej napisanego.

We wstępie pisałem o lekcji marketingu. Odnoszę wrażenie, że kupiłem po prostu ładnie opakowany i fachowo rozreklamowany produkt książkowy, z atrakcyjną wartością dodaną, w postaci  przerywników filmowych. Poczytałem, pooglądałem, spędziłem kilka miłych chwil i.. zapomniałem. Skonsumowałem ten produkt, niczym batonik i tyle. Wyrzuciłem go z głowy, zupełnie jak papierek do kosza.

Przyciągnęła mnie nie tyle fabuła ile obietnica czegoś nowego – „pierwszego na świecie thrillera multimedialnego”, który wyprodukował nie byle kto, tylko gość od „CSI”. „Multimedialność” tego przedsięwzięcia wymaga dostępu do komputera i wejścia na stronę level26.com, na której po wpisaniu wydrukowanych na poszczególnych stronach książki haseł przenosimy się do stron z materiałem filmowym ( łącznie 20 krótkich filmów, można włączyć polski tekst ). Sprzęt najlepiej mieć stale włączony, bo uruchamianie co kilkanaście minut komputera, by obejrzeć króciutki materiał, za którymś razem zaczyna być frustrujące. W filmach przewija się kilku znanych aktorów, zaś poziom ich gry, czy też całego materiału filmowego bywa różny. Niektóre fragmenty nieźle „wkręcają” w klimat, ale są też takie, które można było sobie podarować albo lepiej przemyśleć. Filmy są raczej „ugrzecznione” - nie doświadczymy hektolitrów krwi, czy też latających jelit, materiał sprawia wrażenie kręconego niedużym kosztem. Ostatni film jest zarazem zachętą do kupna kolejnej książki z tej serii.

Nadużyciem byłoby z mojej strony stwierdzenie, że książka nie jest ciekawa, bądź jej słabe strony dominują nad mocnymi. Fabuła toczy się szybko i potrafi skutecznie do siebie przyciągnąć. Śledztwo prowadzone przez detektywa, kolejne makabryczne morderstwa, czy chęć rozwiązania zagadki kim jest przebiegły morderca na pewno zainteresują wielu miłośników takich historii. Problem w tym, że rzeczona książka niczym mnie tak naprawdę nie zaskoczyła. Odniosłem wrażenie, jak gdyby współautorzy wzięli trochę pomysłów z „Milczenia owiec” oraz „Siedem” i podali w formie kolejnego odcinka „Kryminalnych zagadek”. Dobry kotlecik, choć odgrzany w mikrofali, ale za to jak podany!

Reasumując, „Level 26. Mroczne początki” przypomina typowy amerykański film, o z grubsza przewidywalnej fabule, przy którym spędzisz miło czas i tuż po projekcji wyrzucisz go z głowy. Nie ma tu też żadnej rewolucji. Jest za to rozpoznanie i próba zaspokojenia potrzeb konsumenta, który odchodzi od papierowej książki na rzecz tabletu, czy czytnika e-booków (w jednolitej formie elektronicznej najlepiej się będzie czytało książkę i oglądało filmowe przerywniki). Część multimedialna i tradycyjna treść tej książki muszą iść ze sobą w parze, ponieważ osobno wypadają dość przeciętnie.

Na stronie level26.com jest już dostępna kolejna pozycja z tej serii i pomimo garści cierpkich słów, jakie padły z mojej strony pod adresem prezentowanej książki, to chętnie sięgnę po kolejny produkt. O ile uprzednio jego cena spadnie do bardziej akceptowalnego poziomu. Bo mimo wszystko, czasami miło jest sobie poczytać i obejrzeć coś lekkiego w nudne, niedzielne popołudnie.

 

Anthony E. Zuiker, Duane Świerczyński - "Level 26. Mroczne początki"

Wydawnictwo: WAB, Luty 2011

Tłumaczenie: Jan Olender

Liczba stron: 416

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Dodatkowe informacje