Ascension of the Watchers – „Numinosum”
- Szczegóły
- Wojtek
Obcując z „Numinosum” próbuję sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Co jest takiego ujmującego w płycie pozbawionej chwytliwych melodii i wyszukanych aranżacji? Dlaczego surowa i co tu dużo mówić nieco nijaka produkcja przykuwa moją uwagę bardziej niż niejeden rezultat pracy sztabu producentów w laboratoryjnie studyjnych warunkach? I czemu nie przeszkadza mi fakt, że wokalista będący centralną postacią i główną siłą napędową Ascension of the Watchers kilkakrotnie w dość spektakularny sposób mija się z tonacją?
Burton C. Bell i John Bechdel w swoją muzykę włożyli sporo pasji. Słychać to wyraźnie pomimo tego, że muzyka ta została nagrana na tyle, na ile twórcom pozwoliły umiejętności i niewielki zapewne budżet. Czyli mogło być lepiej. Błędy rażą zwłaszcza przy pierwszym podejściu do płyty. Co dziwne, najwięcej jest ich w nowych wersjach utworów znanych już z wydawnictwa „Iconoclast”, będącym ni to epką, ni to płytą demo. Warto jednak spróbować przebić się przez powierzchowną warstwę drobnych w sumie mankamentów, bo tuż pod nią rozpościera się piękny i szczery do bólu dźwiękowy krajobraz.
Być może ponosi mnie wyobraźnia, ale mam wrażenie że Burton potraktował debiut Ascension of the Watchers jako swego rodzaju antidotum na niesprecyzowaną sytuację swego macierzystego zespołu. Jego chwilami niepewny głos jest pełen ulgi, wyzwolenia i spełnienia. Jakkolwiek by nie było, mamy tu do czynienia z zupełnie odmiennym klimatem od tego, jakiego można by się spodziewać po wokaliście Fear Factory. Bell nigdy nie ukrywał, że może i wydziera się na co dzień w metalowej kapeli, ale metalowiec z niego żaden. Pytany o muzyczne inspiracje najczęściej wymieniał Nicka Cave’a oraz Justina Broadricka znanego głównie z Godflesh i Jesu, utożsamiał się raczej ze sceną industrialną i zimnofalową. Mimo to muzyczna zawartość „Numinosum” jest zaskakująca. Pozornie dzieje się tu niewiele - ot takie sobie nastrojowe, przeważnie delikatne granie, przyprawione oldschoolową elektroniką, okraszone charakterystycznymi przeciągłymi wokalami... Pozornie.

Album spinają klamrą dwie ambientopodobne kompozycje, pomiędzy którymi, No właśnie, czego tu nie ma. „Canon For My Beloved” przypomina niepublikowany dotąd utwór The Doors przearanżowany przez Angelo Badalamentiego. Posępny „Mars Becoming”; mógłby spokojnie znaleźć się na którejś z wczesnych płyt Nicka Cave’a. Dla kontrastu ulotny i przestrzenny niby-folk „On The River” kojarzyć się może trochę z muzyką spod znaku wytwórni 4AD. Mało? Jest i bardziej konwencjonalne, zahaczające ekspresją o gotycko-rockowe klimaty „Evading”. Jest i akustyczna miniatura „Violet Morning”, o ile dobrze zrozumiałem kołysanka dla Violet Bell. Jest jeszcze parę niespodzianek, ale zdradziłem już chyba aż nadto.
Jak zawsze w przypadku płyt nagrywanych przez kogoś kojarzonego z innym zespołem zdania będą podzielone. Część fanów zaakceptuje odmienne muzyczne wcielenie swojego idola, inni będą rozczarowani. Sam Burton wydaje się podchodzić do tego problemu ze sporym dystansem, licząc raczej na pozyskanie nowej grupy słuchaczy. Zobaczymy czy uda mu się do nich dotrzeć wydając „Numinosum” w niewielkiej wytwórni Ala Jourgensena - „13th Planet Records”. Chociaż w dobie internetu, kiedy to dzieciaki masowo ściągają empetrójki z sieci, wielkość i możliwości wytwórni płytowych nie mają już takiego znaczenia. Mnie ujęła szczerość tej muzyki. Podnosi na duchu świadomość, że są jeszcze artyści dla których pójście pod prąd jest ważniejsze od skoku na kasę.
Ascension of the Watchers „Numinosum”
Ascendant
Evading
Residual Presence
Canon For My Beloved
Moonshine
Mars Becoming
On the River
Violet Morning
Like Falling Snow
Sounds of Silence
Quintessence
Burton C. Bell voc, guitar, 12 string guitar, bass, keys, samples, beats John Bechdel keys, bass, programming, beats Edu Mussi guitar, 12 string guitar, bass, keys, beats
2008 13th Planet Records
Książka ta jest zwariowana, kompletnie fantastyczna, a przy tym odnosi się do wielu istotnych zagadnień, związanych chociażby z rzeczywistością współczesnej Rosji, czy też zderzeniem odmiennych kultur. Jest to także książka o uczuciu, tak silnym i niezwykłym, że jest w stanie wyzwolić nas z okowów doczesności.